Dzień bez procesora mowy

Ciepły promień słońca rykoszetem odbił się od kafelków w łazience, ale Majka go nie widziała. Wpatrywała się w małą, plastikową obudowę procesora mowy, która spoczywała na jej dłoni. Trzy krótkie, czerwone mignięcia diody. Potem martwa, głęboka czerń małego ekranu.
Wcisnęła guzik resetu. Raz, drugi, piąty. Nic.
W tym samym ulamku sekundy świat wokół niej zwiotczał, a potem zapadł się w sobie. Szum lodówki, odgłosy budzącego się za oknem miasta, jej własny, płytki oddech – wszystko zniknęło. Została tylko ta przerażająca, gęsta cisza, która nie była brakiem dźwięku, ale fizycznym, ciężkim uciskiem w skroniach.
„Nie, nie, nie. Tylko nie dzisiaj” – pomyślała, a w jej żołądku zawiązał się lodowaty supeł. Dzisiaj miała ważny dzień w pracy. Dzisiaj miała żyć.
Usiadła na podłodze w przedpokoju, zaciskając dłonie na telefonie. Ekran rozbłysnął. Zalogowała się na portal pacjenta, by zarezerwować pilną wizytę u technika. Palce jej drżały, gdy klikała w kalendarz lekarza.
Brak wolnych terminów w tym tygodniu.
Brak wolnych terminów w przyszłym tygodniu.
Najbliższa data: 22 października. Za dwa tygodnie.
„Dwa tygodnie?” – krzyk uwiązł jej w gardle. Poczuła, jak do oczu napływają jej piekące łzy. Przez dwa tygodnie miała być duchem? Manekinem przesuwanym po ulicach Warszawy?
Telefon wibracją rozgrzał jej dłoń. To był Kamil.
„Hej Maja, wstałaś? Pamiętaj o kawie!”
Odpisała szybko, niemal dziurawiąc palcami ekran:
„Kamil, procesor padł. Zupełnie trup. Termin u technika mam dopiero za 14 dni. Jestem załamana. Nie wiem, jak wyjdę z domu. Chyba zostanę pod kołdrą”.
Odpowiedź przyszła natychmiast:
„Maja, spokojnie. Oddychaj. To tylko sprzęt, Ty wciąż tam jesteś. Nie waż się zamykać w domu! Ściągaj teraz aplikację 'Transkrypcja na żywo' i 'Speech Assistant AAC'. Wszędzie chodź z telefonem przed twarzą, jak tarcza. Świat się dostosuje, zobaczysz. Będę z Tobą na czacie cały dzień. Dasz radę, myszko.”
Wytarła rękawem łzy. Słowa Kamila były jak lina ratunkowa, ale lęk wciąż dławił ją w gardle.
Droga do pracy była testem przetrwania. W sklepie na dole, gdzie codziennie kupowała bułkę, serce biło jej w tempie galopu. Stanęła przed ekspedientką, starszą kobietą o zmęczonym spojrzeniu. Majka podsunęła jej pod oczy ekran telefonu z przygotowaną notatką: „Dzień dobry. Zepsuł mi się implant słuchowy. Nic nie słyszę. Proszę mi podać tę bułkę z makiem i wpisać kwotę na terminalu”.
Kobieta spojrzała na ekran, potem na Majkę. Jej twarz momentalnie łagodniała. Skinęła głową z impetem, jakby chciała nadrobić brak słów, i z nienaturalnie przerysowanym uśmiechem podała pieczywo, wskazując palcem na kwotę na ekranie kasowym.
„Uff. Pierwszy krok za mną” – pomyślała Majka, czując chwilową ulgę.
Prawdziwy kryzys przyszedł jednak w biurze. Zamiast wejść z głośnym „Cześć!”, Majka podeszła do biurka kierowniczki, trzymając przed sobą telefon z włączoną aplikacją transkrybującą.
– Pani Krysiu, awaria implantu. Przez dwa tygodnie nic nie słyszę. Będę używać aplikacji, która zamienia pani głos na tekst. Proszę mówić prosto do mikrofonu – napisała na kartce.
Kierowniczka spojrzała na smartfon, a na jej twarzy od razu pojawił się opór. Cofnęła się o krok, zasłaniając usta ręką.
– Ja się nie zgadzam na żadne nagrywanie! – aplikacja wychwyciła te słowa, zanim kobieta odwróciła głowę. – Skąd mam wiedzieć, gdzie to trafia? Proszę to wyłączyć!
Majka poczuła, jak oblewa ją zimny pot. Poczuła się upokorzona, jakby robiła coś nielegalnego.
– To tylko wyświetla tekst, nigdzie tego nie zapisuję – próbowała tłumaczyć na kartce, ale Krysia tylko machnęła ręką i zaczęła szybko pisać na komputerze, wysyłając jej maila: „Wszystko proszę załatwiać mailowo. Bez telefonów”.
Reszta dnia w biurze była koszmarem izolacji. Majka siedziała przy swoim biurku, otoczona kokonem absolutnej próżni. Widziała, jak koleżanki z zespołu, Anka i twarda zazwyczaj Aśka, rozmawiają przy ekspresie do kawy. Kiedy podeszła bliżej z kubkiem, licząc na choćby cień kontaktu, rozmowa momentalnie ucichła. Obie spojrzały na nią z dziwną mieszanką litości i zakłopotania.
Anka podniosła telefon i napisała do Majki na komunikatorze:
„Możesz wyłączyć tę aplikację. Teraz nie będziemy rozmawiać o niczym ważnym. Po prostu plotkujemy, szkoda twojego zachodu”.
Te słowa uderzyły Majkę mocniej niż jakakolwiek obelga. „Nie będziemy rozmawiać o niczym ważnym”. Czyli dla nich stała się kimś, z kim rozmawia się tylko o procedurach i fakturach. Odrzuconym elementem, z którym komunikacja wymaga zbyt dużego wysiłku. Wróciła do biurka, a łzy kapały jej prosto na klawiaturę.
Powrót do domu był wędrówką przez podwodny świat. Wszystko działo się jak za grubą szybą akwarium. Ludzie poruszali wargami, tramwaje sunęły po szynach bezszelestnie, jak duchy.
Nagle poczuła to. Nie usłyszała, ale poczuła – głębokie, rytmiczne drżenie w klatce piersiowej. Wibracja pełzła od podeszew butów, przez kości, aż do serca. Dopiero po chwili zobaczyła pędzącą przez skrzyżowanie karetkę z błyskającymi, niebieskimi kogutami. Świat wokół niej krzyczał syrenami, a ona odbierała ten krzyk całym ciałem jako złowrogie mrowienie.
Gdy doszła do bloku i stanęła przy windzie, drzwi się otworzyły i wyszła z nich sąsiadka z trzeciego piętra, pani Basia. Kobieta od razu zaczęła coś żywo opowiadać, gestykulując i śmiejąc się od ucha do ucha.
Majka, potwornie zmęczona całym dniem, bezsilnie pokręciła głową.
– Nie słyszę! – powiedziała na głos, nie wiedząc nawet, jak głośno to brzmi. – Zepsuł mi się procesor. Nie pogadamy dzisiaj.
Pani Basia zamarła. Jej uśmiech zniknął. Zamiast jednak odejść, sąsiadka podeszła blisko, chwyciła Majkę delikatnie za ramię i obróciła ją tyłem do siebie. Majka drgnęła ze strachu, nie rozumiejąc, co się dzieje.
Pani Basia wyciągnęła rękę i zapięła zamek błyskawiczny w plecaku Majki, który był całkowicie rozpruty. Potem stanęła przed nią, pokazała kciuk w górę i gestem rąk „szeroko-wąsko” dała do zrozumienia, że plecak był otwarty, ale na szczęście nic z niego nie wypadło. Na koniec poklepała ją ciepło po ramieniu.
W oczach Majki znowu pojawiły się łzy, tym razem ze wzruszenia. W tej jednej, małej chwili bez słów, poczuła upragnione ludzkie zrozumienie.
Mieszkanie przywitało ją bezpieczną, choć przerażająco cichą przystanią. Zrzuciła buty. Chciała zająć czymś ręce i głowę, żeby nie myśleć o kolejnych trzynastu dniach tej egzystencji.
Zebrała z podłogi brudne rzeczy, wrzuciła do pralki, wsypała proszek i przekręciła pokrętło. Pralka kliknęła, blokując drzwi, i zaczęła pobierać wodę. Dla Majki była jednak martwa. Żadnego huku wirującego bębna, żadnego szumu wody.
Usiadła na kanapie z kubkiem melisy. Włączyła telefon i napisała do Kamila: „Przetrwałam. Było ciężko, ale żyję”.
Zaczęła przeglądać nadesłane przez niego artykuły, zatapiając się w lekturze. Godziny mijały nieubłaganie, a cisza wokół niej była tak głęboka, że Majka zupełnie straciła poczucie czasu. Świat zewnętrzny przestał istnieć.
Dopiero po dwóch rendered godzinach zorientowała się, że podłoga w łazience dziwnie lśni w świetle korytarza. Gwałtownie zerwała się z kanapy.
Pralka już dawno skończyła prać. Majka, odcięta od dźwięku pikającego alarmu, który zazwyczaj wzywał ją do wywieszenia ubrań, kompletnie o nich zapomniała. Mokre, ciężkie pranie leżało zamknięte w bębnie, a w łazience unosił się zaduch wilgoci.
Usiadła na brzegu wanny, patrząc na wilgotne koszulki. Zrozumiała, że od teraz każdy krok, każda najmniejsza domowa czynność będzie wymagała od niej podwójnej uwagi. Urządzenie, które straciła, nie było tylko dodatkiem. Było jej łącznikiem z rzeczywistością. Ale patrząc na ekran telefonu, gdzie Kamil właśnie pisał: „Jestem z Ciebie dumny”, poczuła, że choć będzie to potwornie trudne dwa tygodnie, to nie da się zamknąć w tym cichym domu. Przetrwa to. Krok po kroku.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

List do Ciebie:)

Żagle - Moje refleksje i doświadczenia

System FM - 3 zjazd Nowe doświadczenia i obserwacje