Posty

Dzień bez procesora mowy

Ciepły promień słońca rykoszetem odbił się od kafelków w łazience, ale Majka go nie widziała. Wpatrywała się w małą, plastikową obudowę procesora mowy, która spoczywała na jej dłoni. Trzy krótkie, czerwone mignięcia diody. Potem martwa, głęboka czerń małego ekranu. Wcisnęła guzik resetu. Raz, drugi, piąty. Nic. W tym samym ulamku sekundy świat wokół niej zwiotczał, a potem zapadł się w sobie. Szum lodówki, odgłosy budzącego się za oknem miasta, jej własny, płytki oddech – wszystko zniknęło. Została tylko ta przerażająca, gęsta cisza, która nie była brakiem dźwięku, ale fizycznym, ciężkim uciskiem w skroniach. „Nie, nie, nie. Tylko nie dzisiaj” – pomyślała, a w jej żołądku zawiązał się lodowaty supeł. Dzisiaj miała ważny dzień w pracy. Dzisiaj miała żyć. Usiadła na podłodze w przedpokoju, zaciskając dłonie na telefonie. Ekran rozbłysnął. Zalogowała się na portal pacjenta, by zarezerwować pilną wizytę u technika. Palce jej drżały, gdy klikała w kalendarz lekarza. Brak wolnych terminów w ...

Rozdział 3

Dwa dni temu zdarzyła się kolejna przykra sytuacja. Była kartkówka z języka polskiego i Ania prosiła bym w czymś jej pomogła ale nie wiedziałam dokładnie w czym. Poprosiłam, by mi napisała mi małą karteczkę ( byłam przygotowana – bo to taki mój sposób komunikacji – kiedy trzeba być cicho podczas lekcji), ale ona nie zrobiła tego.  Poprosiłam koleżankę o istotną dla mnie rzecz, ale niestety zostałam zignorowana. Potem wyszłam do domu. Sama. A Wczoraj nie było mnie w szkole, bo miałam okresowe badania słuchu w Kajetanach. Przychodzę dziś na lekcję i co widzę? Ankę siedzącą z Anetą! Nie mam czasu do niej podejść ponieważ do Sali wchodzi Hilda. Wszyscy milkną, zajmują miejsca. Hilda zaczyna odpytywać. Wioletta – nie było Ciebie na ostatnim sprawdzianie – podejdź, będziesz odpowiadać. Wiolka bez problemu podchodzi. Ma wszystko uzupełnione. I rozwiązuje przykład na tablicy. Myli się tylko pod koniec, dostaje 4+. Potem jest dalszy ciąg lekcji. Siedzę sama. Nie m...

Rozdział 2

Siedzę z Anią w pierwszej ławce i czekamy na kolejną lekcję. Chłopaki jak zwykle rozrabiają. Edmund cały czas opowiada jakieś kawały, których nie rozumiem. Do sali wchodzi matematyczka. Wszyscy milkną. Nikt nie chce być pytany. Każdy czuje przed nią respekt, zwłaszcza ja. Nic dziwnego:   Jest to osoba ok. 60 tki, w koku i zielonej garsonce, postawna, wysoka, masywna. Przypomina nam niemiecką guwernantkę. Wczoraj chłopcy dali jej ksywkę: Hilda. I tak już chyba pozostanie. Mam złe przeczucia, które mnie nie mylą. Klasówka – mówi zadowolona. Cała klasa zaczyna protestować.   Mogłyśmy iść na koniec – mówi do mnie Ania. –   Mówiłam ci, że ja się stąd nie ruszam – próbuje zostać przy swoim zdaniu. –   Ale dlaczego, nie rozumiem twojej postawy? – W pierwszej   ławce lepiej jest mi się skupić. – I dostawać jedynkę za jedynką. Teraz pozostaje mi się tylko modlić – mówi do mnie wściekła Anka, wyrywa kartkę z zeszytu i robi znak krzyża, jak przed modlit...